niedziela, 26 lutego 2017

Tutoring naukowy w gimnazjum



Jak tutoriale naukowe pomagają w pracy z uczniem zdolnym

Moja przygoda z tutoringiem rozpoczęła się 3 lata temu, kiedy ukończyłam Szkolę Tutorów  w Collegium Wratislaviense. Wiedziałam, że program wdrożeniowy rozpocznę z uczennicą, która przyznawała się do zainteresowań humanistycznych. Jako polonistka, zaprosiłam Ulę do tutoringu naukowego.
Istotą tej formy pracy jest spersonifikowana forma kontaktu z podopiecznym. Spersonifikowana, gdyż zarówno nauczyciel jak i uczeń muszą chcieć spotykać się cyklicznie (idealnie -  raz w tygodniu) na tutorialach (naukowych lub rozwojowych). Obie strony muszą się nawzajem wybrać. To praca „na talencie”.  Odnajduje się najmocniejsze zasoby wychowanka i stara się je  rozwijać. Choć nawiązuje się bliska więź pomiędzy stornami procesu, tutoring nie jest terapią – nauczyciel-tutor unika powrotów do przeszłości i szukania źródeł niepowodzeń ucznia, które skutkują na jego obecną rzeczywistość. Z drugiej strony- tutoring nie może sprowadzać się jedynie do intelektualnego rozwoju ucznia. Podkreśla się, że tutoriale prowadzić mają także do kształtowania cnót, np. pracowitości, uczciwości, punktualności.
Jak wygląda struktura cyklu tutoriali? Na pierwszych spotkaniach podopieczny powinien po pierwsze- odnaleźć swój talent (najprostsza definicja talentu – to coś, co robię szybko, dobrze i co sprawia mi przyjemność) oraz po drugie - określić cel, do jakiego chce dążyć. Na tym etapie tutor może odmówić współpracy, jeśli uzna, że nie ma zasobów, aby doprowadzić do niego tuttiego. Następnie ustala się kontrakt, w którym na równych prawach wyraża się swoje oczekiwania i zasady dalszej pracy. W tutoringu naukowym ważnym narzędziem pracy jest esej. Podopieczny w oparciu o literaturę i rozmowę z nauczycielem pisze tę formę, która w polskim systemie edukacji jest raczej mało znana. Na kolejnych spotkaniach poprzez pytania do pracy skłania się ucznia do pogłębienia wniosków, kolejne wersje eseju  pokazują proces intelektualnego wysiłku jego twórcy.  
Czy tutorial jest skuteczną formą pracy z uczniem zdolnym? Uważam, że jak najbardziej. W polskim systemie edukacji dąży się nieustannie do „niegubienia tzw. ucznia słabego”. W szkołach dedykowane są im zajęcia dydaktyczno-wyrównawcze i korekcyjno-kompensacyjne.  Jednocześnie nie do końca mamy systemowy program pracy z uczniem zdolnym. Najczęściej sprowadza się on do przygotowywania uczniów do różnorakich konkursów. Myślę, że tutoring naukowy jest odpowiedzią na zauważoną potrzebę zagospodarowania talentów uczniów zdolnych.
Tutoring jest także przeciwwagą dla wypalenia zawodowego nauczycieli, którzy w spersonifikowanej edukacji odnaleźć mogą kolejne bodźce zawodowego rozwoju.  W przypadku sukcesów podopiecznych pojawia się dodatkowo poczucie zadowolenia, sensu dodatkowej pracy z uczniem. Wszystko to stało się moim udziałem, kiedy obserwowałam rozwój Uli, która w ramach tutoringu naukowego realizowała projekt edukacyjny, pisała artykuły i eseje. W styczniu została także laureatką Wojewódzkiego Konkursu Języka Polskiego. Dzięki talentowi, pracowitości, zaangażowaniu ogromnej pracy – osiągnęła niewątpliwy sukces. Wierzę, że tutoring naukowy był metodą wspomagającą rozwój Urszuli, aż do osiągnięcia przez nią  mistrzostwa z prowadzonego przez mnie przedmiotu. Dziękuję Ci za to, że byłaś pierwszym-idealnym tuttim i dałaś mi motywację do kolejnych spersonifikowanych spotkań.
Magdalena Tomkowiak

czwartek, 23 lutego 2017

Los tułacza... uchodźcy...

Obrazowa interpretacja wiersza Wisławy Szymborskiej "Jacyś ludzie".

Wspomnieniowo



Film prezentujący krajobraz Malty, którą odwiedziłam przy okazji dwutygodniowego szkolenia "Technology Enhanced Learning".

Imieniny Szkoły

Imieniny Gimnazjum im. Noblistów
 w Rokietnicy 

22 grudnia obchodziliśmy kolejne Imieniny Szkoły. Z okazji 20. rocznicy przyznania Literackiej Nagrody Nobla Wisławie Szymborskiej – uroczystość została w całości poświęcona życiu i twórczości poetki z Krakowa. W przedstawieniu utrwaliliśmy słodko-gorzkie skutki popularności
Więcej zdjęć
naszej Noblistki.
Aby przybliżyć twórczość pani Wisławy Szymborskiej, ukazaliśmy anegdotyczne scenki z jej życia oraz zaprezentowaliśmy tzw. twórczość niepoważną, jak limeryki, lepieje i odwódki. „Lepszy ku przepaści marsz, niż z tych naleśników farsz”, „Lepsza ciotka striptizerka, niż podane tu żeberka”, „Od absyntu utrata talentu”, „Od samogonu utrata pionu” – to przykłady, że poetka nie wstydziła się tworzyć utworów śmiesznych i służących dobrej zabawie. Noblistka stworzyła około 300 wierszy, twórczość niepoważna stanowi jej ważną część. Jak mówił jej wieloletni sekretarz – Michał Rusinek – nie można zrozumieć fenomenu Szymborskiej, odcinając się od tych frywolnych i śmiesznych miniatur.
Po ogłoszeniu latem 1996 roku, że Wisława Szymborska jest Laureatka Nagrody Nobla wokół poetki powstał zamęt, który jej przyjaciele nazwali nawet „tragedią sztokholmską” – na skutek którego poetka zmilkła na ponad dwa lata. W przedstawieniu staraliśmy się również pokazać ten aspekt jej życia. Osoba unikająca rozgłosu znalazła się w sytuacji, która musiała być trudna do zniesienia.
 Z okazji 20.rocznicy Nobla dla Wisławy Szymborskiej wszyscy uczniowie zaangażowali się w tworzenie słownych kolaży –życzeń świątecznych i noworocznych na wzór tych tworzonych przez poetkę. Została też zaprezentowana wystawa prac uczniowskich - graficzna interpretacja poezji pani Wisławy. Uczniowie klasy II e napisali artykuły prasowe, które ukazały się w specjalnym wydaniu gazety szkolnej.

Łabędzi śpiew...

"Gimnazja nie uczyły młodzieży pracy twórczej, kreatywności i wykorzystania wiedzy w praktyce"...
Naprawdę?! http://magdalenatomkowiak.wixsite.com/projekt-niedzwiedz

Jak szkoła...

“Który tu wchodzisz,
żegnaj się z nadzieją”

    Potrzeba kształtowania się tkwi w każdym człowieku od zarania dziejów. Odpowiada ona za postęp ewolucji - od prostych, dla nas, współcześnie czynności, takich jak wzniecenie ognia, po wykształcenie się złożonych religii. Człowiek szukający, pragnący wiedzy i oświecenia potrzebuje przewodnika. “Alter alterum docet”. Wprowadzenie w głąb tajników którejkolwiek z dziedzin wymaga obecności nauczyciela.
    Niestety rzadko warunki do nauki są idealne. Istnieje możliwość, że pedagog na którego trafimy, będzie w stosunku do podopiecznych negatywnie nastawiony. Przeszkodą może również okazać się sytem edukacji. Niestety, jeśli trafimy na którąś z tych barier, samodoskonalenie zostanie ograniczonie.
    W awangardowej powieści Witolda Gombrowicza - “Ferdydurke” - fabuła kreśli postać prof. Pimki, będącego przykładem nieprzychylnej jednostki. Ów pedagog zahamowuje rozwój dzieci na płaszczyźnie duchowej i emocjonalnej, wręcz dąży do jego cofnięcia, poprzez stosowanie metody “upupiania”. Profesor zamiast pomóc w rozstrzygnięciu dylematu na temat dojrzewania, cofa trzydziestolatka do czasów szkolnych. Jest to groteskowe wyolbrzymienie, jednak obrazuje istotę problemu. Następuje tu nadanie odgórnej roli uczniowi. Powieść ukazuje nauczyciela, który zamiast kłaść nacisk na kształtowanie wszystkich płaszczyzn wychowania, stara się przygotować z uczniów materiał, ułatwiający mu realizację programu.
    W “Konradzie Wallenrodzie” w podobny sposób Halban zatrzymuje rozwój tytułowego bohatera. Z jednej strony Litwin tyrtejskimi pieśniami podrzymuje patriotyczne wartości i chęć zemsty rycerza, z drugiej nie pozwala wyjść mu poza ich okrąg.
    Uczeń, szczególnie młody wiekiem, oczekuje oparcia w mentorze. Mistrz staje się ważkim drogowskazem podczas wytyczania życiowych ścieżek adolescenta. Dlatego szczególnie bolesnym doświadczeniem jest nieufność wobec przewodnika. Utrata wiary w tutora może być przyczyną późniejszego zwątpienia w ludzkie intencje.
    W groteskowym “Słoniu” Stanisława Mrożka uczniowie widzą najcięższego na lądzie ssaka ulatującego w powietrze niczym piórko. Ich osąd wobec systemu kształcenia i nauczyciela ulega diametralnej zmianie i staje się krytyczny. Młodzież postanawiaja kontestować rzeczywistość PRL-u z jego bylejakością i zafałszowaniem. Rzuca szkołę, a zgorzkniałkość i bunt wyraża w alkohlu.
Powieść obyczajowa również bazująca na realiach socjalistycznego ustroju “Opium w rosole” Małgorzaty Musierowicz, przedstawia nieufnych licealistów w chwili zaostrzonego konfliktu uczeń - nauczyciel. Podobnie jak w “Słoniu”, brak zaufania do systemu szkolnictwa, który być może jest następnym narzędziem represji w czasie staniu wojennego, wywołuje negatywne nastroje wśród uczniów. Czasy PRL-u to trudny moment dla kształtowania pełnej osobowości młodzieży. Sterowanie nauką może uczynić z dzieci homo sovieticus.
    Nie tylko niepewna krynica wiedzy stanowi przeszkodę w nauce. Niekiedy, tak jak przedstawił to Ignacy Krasicki w bajce “Filozof i chłop”, źródłem naszego intelektualnego upadku może okazać się narcyzm. Tytułowego filozofa cechuje faryzeizm - obnosił się ze swym oczytaniem i wiedzą, lecz nie zagłębiał się w poznawane treści. Już starożytni dostrzegali ów problem, który przedstawili w micie o pięknym młodzieńcu.
    Udaremnienie rozwoju zarówno przez nasze cechy (narcyzm) jak i czynniki zewnętrzne jest okaleczjące względem naszej duszy. Prowadzi do nihilistycznego przyswajania akademickiej wiedzy, a przecież jednym z najważniejszych elementów, wyróżniającym nas od reszty zwierząt, jest nie tylko niespotykana inteligencja, lecz głównie potrzeba kontaktu z Sacrum. Odczuwania jego obecności, niezależnie od tego, czym ono dla nas jest. Szkolenie powinno mieć oparcie w wartości niezmiennej, pozwalając wytrwać w kieracie. Może być to Bóg, Sztuka, Sprawiedliwość czy określona filozofia. Diogenes bez niezależności podniesionej do rangi cnoty byłby nikim. Któż z nas słyszałby o mężczyźnie mieszkającym w beczce? Bez ścieżki wewnętrznej dyscypliny umarłby nie jeden raz, a dwa. Dosięgłoby go piekło zapomnienia.
    Ale czy nawet najlepszy nauczyciel umie ocalić od klęski? Jak daleko w relacjach mistrz-uczeń może posunąć się pedagog? W oscarowym filmie Petera Weira z 1989 - “Stowarzyszenie Umarłych Poetów” - miejsce akcji stanowi prestiżowa akademia “Welton”. Jej uczniowie pomimo wybitnych wyników są okaleczeni emocjonalnie. Piekło zgotowane przez dyrektora Nolana pozbawia chłopców wartości duchowych, na których mogliby się się oprzeć. Zamiast umożliwenia młodzieży rozwoju w duchu nonkonformizmu, pod sztandarem czterech zasad “Hellton” (tradycja, honor, perfekcja, dyscyplina) zbudowano opresjne środowisko. Uczniowie jednak trafiają na niezwykłego nauczyciela - Johna Keatinga - który zapala w nich kult indywidualizmy i przekonanie o prawie do samostanowienia. “Pięć wieków poezji” jest katalizatorem na drodze wewnętrznego rozwoju młodzieńców. Choć pojawia się dla uczniów płomyk nadziei - wyzwolenie przez sztukę - gaśnie on pod kloszem presji. “Dobrymi chęciami wybrukowane jest piekło”. Pomimo wielu sukcesów wychowawczych i wysokiej inteligencji emocjnalnej John Keating niestety nie zauważa, że nie wszycy wychowankowie są gotowi na poniesienie ciężaru konsekwencji, które przyniesie im walka o marzenia. Dramat kończy się samobójstwem jednego z uczniów “Kapitana”.
    Obraz wybitnego przewodnika, który finalnie nie jest w stanie ocalić uczniów od fizycznej klęski przedstawia nam również historia Janusza Korczaka. Pedagog ten, nawet w getcie, zapewniał dzieciom niezwykle dobre, jak na okoliczności, warunki do życia. Nawet w obliczu eksterminacji kierował się zasadą “Beatius est magis dare quam accipere”. Realiami wojny wyściełana była droga ku Treblince. W czasach II wojny światowej nawet tak niezwykły człowiek jak Janusz Korczak nie był w stanie ocalić wychowanków przed holocaustem.
    Nie zawsze dane nam jest realizować się, tak jakbyśmy tego pragnęli. W poszukiwaniu złota możemy trafić jedynie na tombak, a nawet to nie zawsze jest nam dane. Podejmując edukację, wpływamy na głębokie wody, które zaprowadzić nas mogą przez Styks do czeluści dantejskiego piekła. Jednak czy ryzyko nie jest warte podjęcia? Nie bez powodu łacińska maksyma mówi “Homo doctus secum semper divitias habet”.
Urszula Cichańska III D

Esej o roli sztuki...

Czy sztuka może ocalać?


“Ubi vita, ibi poesis” - głosi łacińska maksyma. Starożytni Rzymianie zapewne nie jako pierwsi dostrzegli immanentną cechę człowieka - potrzebę kreacji, twórczego przekształcania rzeczywistości. Jezus powiedział: "Nie samym chlebem człowiek żyje”; czyż bezdyskusyjnym dowodem potrzeby kontaktu z Sacrum, które przybiera różne oblicza, nie są neolityczne rysunki naskalne rozsiane po całym świecie, w tym "Prehistoryczna Kaplica Sykstyńska" - malowidła w Lascaux? Zgodnie z łacińską maksymą sztuka ożywia człowieka, jest dowodem istnienia jaźni zdolnej doznawać emocji i poddawać refleksji swoją egzystencję.
Owocem autoanalizy jest próba wyrażenia uczuć. Czy kalka ludzkiej duszy może działać na nią jak lekarstwo?


“W wędrówce życia na połowie czasu,
straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi,
w głębi ciemnego znalazłem się lasu”.
Dante, “Boska komedia”


W ciemnym, dzikim lesie na próżno szukać pochodni. Światło przyjdzie po naszych śladach pod postacią sztuki… Ta jedyna, prawdziwa dla nas, ta, którą rozumiemy, odwzorowuje w tekstach kultury nasze pragnienia, potrzeby, koszmary… Nieszczęśliwe zakochani będą czytać o miłości. Smutni śpiewać w tonacji a-moll. W oscarowym filmie Petera Weira - “Stowarzyszenie Umarłych Poetów” - Neil, Todd i reszta chłopców odzyskują radość dzięki skupieniu się na wewnętrznych doznaniach, które wywołuje poezja. Dlaczego akurat sztuka pomaga nastolatkom odzyskać pogodę ducha, ale i godność? Ponieważ to właśnie ich życie emocjonalne zostało okaleczone przez autorytarne wychowanie. Otrzymali to, czego im brakowało - sugestywną zachętę, łagodny uśmiech mentora, wzorzec nonkonformistycznych zachowań. Kluczem do otworzenia tych, do tej pory zamkniętych, drzwi okazała się poezja. Wywoła ona wodospad nowych doznań, dzięki któremu łatwiej było zmagać się młodzieńcom z odzierającymi z indywidualizmu zasadami “Hellton”. Z wrażliwą duszą nie trzeba skupiać się jedynie na tym co tu i teraz. O wiele łatwiej przetrwać trudny okres. A takich nie brakowało w historii. Od dziesięciu tys. lat nie ma stulecia w dziejach ludzkości, które nie byłoby trawione przez wojny. Ponoć w samym XX wieku nie mamy dnia bez konfliktu zbrojnego.
Choć mogłoby się wydawać, że w czasie wojny kwestia przetrwania przesłoni wszystko inne, mamy wielu wybitnych poetów, tworzących w latach 1939 - 1945, takich jak Tadeusz Gajcy, Krzysztof Kamil Baczyński... Piszący w okresie okupacji Warszawy Czesław Miłosz rozpoczął wiersz “Miasto” słowami:


“Nad miastem wstaje dzień, wędrowny grajek pustym okno gra”.


Proste, piękne, lecz również przerażające słowa w obliczu losu stolicy  mimo wszystko koiły.
Potrzeba obcowania z wartościami wyższymi ratuje artystów nie tylko w aspekcie psychicznym. W „Boskiej Komedii” wyraźnie zostaje zaznaczone, że to właśnie ze względu na swój pisarski kunszt Dante ma prawo do podróży przez zaświaty. Tym samym do moralnej odbudowy. Co ciekawe, choć autor przedstawił ogół poglądów średniowiecza na temat moralności, eschatologii i filozofii, sztukę ukazał w sposób odbiegający od wzorców epoki teocentrycznej. Aligherii nie traktuje jej jako rzemiosła, lecz jako wysoko cenioną wartość.
Mówi się, że artyści mają w sobie iskrę boga. Ta myśl znajduje swoje uzasadnienie nawet jeśli nie wierzymy stricte w stworzyciela. Przekaz skupia się na doniosłości, którą nosi w sobie każdy artysta. To ona uratowała wybitnego pianistę żydowskiego pochodzenia – Władysława Szpilmana. Swym muzycznym występem pokazał, że on, Żyd, również jest obdarzony niezwykłym talentem. W „Pianiście” niemiecki żołnierz odprowadzony dźwiękami fortepianu wsiada do samochodu, pozostawiając Szpilmana przy instrumencie.
    Władysław, choć utracił całą rodzinę, po roku 1945 skomponował ponad 500 popularnych utworów. Dzięki duszy melomana był w stanie żyć ze wspomnieniami z czasów getta.
Apokalipsa spełniona odcisnęła swe piętno nie tylko na pianiście. Tadeusz Różewicz w wierszu „Ocalony” daje ujście bolesnym wspomnieniom. Jego poezja jest lirycznym raportem o realiach wojny i skutkach, które przyniosła. Różewicz pisze prosto i dobitnie:


Człowieka tak się zabija jak zwierzę
widziałem:
furgony porąbanych ludzi
którzy nie zostaną zbawieni.

Pojęcia są tylko wyrazami:
cnota i występek
prawda i kłamstwo
piękno i brzydota
męstwo i tchórzostwo“


Za pomocą tych słów Różewicz pokazuje odarcie człowieka z humanizmu. Dzięki jego poezji współczesna młodzież żyjąca w świecie, w którym echo wojny już ucichło może doznać namiastkę przeżyć z okresu apokalipsy spełnionej.
Horacy w pieśni mówi: “Non omnis moriar”. Nasze abstrakcyjne myśli utrwalone, przekazane dalej, pozostaną żywe. Każda osoba, zatrzymująca się na chwilę, skupiająca uwagę na naszej uwolnionej wizji, wleje w nie odrobinę życia. Pisarz przelewa część siebie w powieść. Analogicznie kompozytor w nuty. Nawet jeśli pozostaniemy anonimowi, to nasz świat wartości, poglądy, uczucia, pozostaną znane. Choć tożsamość autora “Bogurodzicy” jest zagadką, jego utwór jest śpiewany po dziś. Ciągle porusza ludzi. Powstają covery tej średniowiecznej pieśni - nawet  w nieoczywistych hevymetalowych aranżacjach. Uwaga koncetruje się na pracy artysty, nie na nim samym, jednak jak mówi rzymski apoftegmat “Artificem commendant opus”.
Dziełem stworzenia jest również uczeń wyfruwający spod skrzydeł mistrza, jakiego kreuje choćby Clement Mathieu. We francuskim dramacie niespełniony kompozytor, nauczyciel w szkole dla trudnych dzieci, zakłada chór. Dzięki prowadzeniu dzieci Clement Mathieu spełnia się jako muzyk, a wychowankowie z poprawczaka odzyskują godność i wiarę w dorosłych. Lekcje śpiewu najbardziej zmieniają życie Pierre’a, który dzięki Clementowi odkrywa swój niezwykły talent. Nominowany do Oscara jako najlepszy flim nieanglojęzyczny “Pan od muzyki” skłania do refleksji nad tym, jak artyzm, z którym obcujemy, może wpłynąć na innych.
Motyw nauczyciela, będącego jednocześnie rzeźbiarzem osobowości, pojawia się również w wierszu Zbigniewa Herberta - “Panu od przyrody”. Podmiot liryczny - uczeń tytułowego bohatera - poprzez wpływ nauczyciela nabywa szacunku do natury. Tym samym kultywuje wartości mentora pomimo jego śmierci (“w drugim roku wojny / zabili pana od przyrody / łobuzy od historii”).
Również historia belgijskiego księdza, pokazuje, że pamięć o ludziach jest drogą do ich ocalenia. Ojciec Pons, poprzez tworzenie kolekcji, zachowywał dorobek etniczny i kulturowy zagrożonych społeczeństw. Dzięki temu, w obliczu holocaustu, ochronił dziedzictwo żydowskie. Powieść „Dziecko Noego” autorstwa Erica Emmanuela Schmitta pokazuje, iż sztuka może ocalać całe narody.
Sztuka JEST. Choć abstrakcyjna, jest obecna i posiada siłę. Jeśli filozofię Empedoklesa przełożymy na świat wartości, każdy z nas otrzyma swoje własne “pierwotne materie”. Nasze “żywioły” będą się od siebie różnić. Sztuka musi znaleźć wśród tych czterech wspólny mianownik, który do nas przemówi. Na szczęście artyzmu nie definiuje jedno dzieło, lecz cały ich ogrom, w związku tym każdy prędzej czy później znajdzie przemawiający do niego wytwór. Jedynym  warunkiem jest posiadanie otwartego umysłu i serca.
Intymna relacja łącząca obserwatora i dzieło uwalnia piękno i uczucia uwięzione w sztuce. Im bardziej zbliżamy się do naszej wrażliwej strony, tym bardziej wypatrujemy walorów sztuki w realnym życiu. Dla wielu z nas jest to szansa na odbudowanie własnych wartości, pogłębienie relacji z innymi, zmianę spojrzenia na świat... Wszystko to zaś jest egalitarnie dostępne przez słowo, muzykę, sztuki plastyczne... Jak bowiem powiedział Jan Parandowski: “Poezja jest stara jak świat i skończy się dopiero z nim razem. Wynaleziono pług, aby zaspokoić głód chleba, i wynaleziono poezję, aby zaspokoić głód piękna”.

Urszula Cichańska

 Esej powstał w ramach przygotowań do ostatniego etapu Wojewódzkiego Konkursu Języka Polskiego.


Konkursowa praca

“Celem edukacji powinno być jak myśleć, a nie co myśleć”

Homo Sapiens od początku swego istnienia odczuwał potrzebę wyrażania emocji… Kontaktu z Sacrum. Jezus powiedział: “nie samym chlebem żyje człowiek”. Czyż potwierdzeniem jego słów nie są neolityczne malowidła naskalne? Potrzeba kreacji i samodzielnego myślenia jest immanentną cechą człowieka, dlatego rolą prawdziwego nauczyciela powinno być wspieranie wychowanka na drodze samorealizacji.
    “Alter alterum docet” - mówi łaciński apoftegmat. Mistrz musi dążyć do pełnego rozwoju ucznia, kreowania jego osobowości. Powinien dokonywać tego poprzez rozbudzanie w dziecku głodu wiedzy. W “Świecie Zofii” mentorowi udaje się uzyskać taki właśnie efekt. Jego uczennica nie jest przymuszana do kroczenia ścieżką filozofii. Wybiera ją dobrowolnie. Korespondencyjny nauczyciel przedstawia jej ogół poglądów i refleksji, jednak nie narzuca swej opinii. Stawia dziewczynie filozoficzne pytania, lecz nie daje na nie odpowiedzi. W listach zaznacza,  że uczy jedynie myśleć. Czy to właśnie ta nauka nie jest w życiu każdego z nas najważniejsza?
    Prawdziwy mistrz i mentor dąży do zachowania suwerenności wychowanka, tak jak przedstawił to J. Gaarder. Uczeń obserwuje nauczyciela, ma jednak własną opinię. Z czasem dochodzi do interioryzacji zachowań mistrza, który został wybrany przez swego ucznia. Idealnie obrazuje to przykład relacji podopiecznego i nauczyciela w sztukach walki. Niedorosły wskazuje senseia, a ten kształtuje spragnionego wiedzy. Uczeń z czasem przejmuje zachowania mistrza i zaczyna postrzegać jako własne. Może do tego jednak dojść, tylko jeśli między dwojgiem ludzi jest zaufanie, a ich działania opierają się na chęci współpracy.
    Niestety system edukacji nie zawsze gwarantuje warunki do prawidłowego rozwoju ucznia. W awangardowej powieści W. Gombrowicza - “Ferdydurke” - zostaje ukazany groteskowo wyolbrzymiony problem niezdrowych stosunków międzyludzkich. Nauczyciele nie chcą poznać ucznia, nie odczuwają potrzeby pokierowania wychowankiem. Ich celem jest “upupienie” dzieci. W powieści jako cel szkolnictwa przedstawiono przygotowanie z uczniów materiału ułatwiającego realizację programu. Nadanie uczniom odgórnej roli uniemożliwia dzieciom przemianę w Ludzi - osoby o wysokiej inteligencji emocjonalnej, kroczące ku samorealizacji.
    W psychologii funkcjonuje pojęcie “czarnej pedagogiki”. Oznacza one autorytarne wychowanie oparte na bezwzględnym posłuszeństwie. Jest to okaleczanie Człowieka wraz z wszystkimi należnymi mu przymiotami. Prawdziwy duchowy przewodnik jest ważkim drogowskazem. Umożliwia wytyczanie ścieżek. Wprowadza w życie. Ucieleśnieniem tutora, którego większość z nas potrzebuje, jest John Keating. Człowiek mówiący dobitnie: “Nie jesteś chłopem pańszczyźnianym”. Ryzykuje własną posadę w imię dobrostanu uczniów - sprzeciwia się totalitarnym zasadom “Hellton”. W dzisiejszym świecie potrzebujemy ludzi zdolnych - tak jak “Kapitan” - wyrwać nas z kieratu. Uczniowie okaleczeni emocjonalnie, przez rygorystyczne wychowanie, doznają gwałtownego przebudzenia. “Carpe diem” - cytował Horacego Keating. Poezja stała się dla niego środkiem pośrednim, celem ostatecznym pedagoga było ocalenie uczniów z konformistycznych kleszczy społeczeństwa. Niestety nawet najlepsi popełniają błędy - “Errare humanum est”. Keating pomimo wysokiej inteligencji emocjonalnej nie dostrzegł, jak wielka jest presja wywierana na jego uczniów. Skutkiem tej tragicznej pomyłki była samobójcza śmierć jednego z chłopców. Dramat Petera Weira z 1989 roku ukazuje, jak delikatna i labilna jest psychika kształtującego się dopiero człowieka. Również w “Panu od muzyki” uczniowie zostają doprowadzeni do granic wytrzymałości przez więzienne warunki.
    Podobnie jak John Keating i Clement Mathieu, Janusz Korczak opiera edukację dzieci na poczuciu godności i zaufaniu podopiecznych. Choć żydowski lekarz  żyje w dwudziestoleciu międzywojennym, nie stosuje - wspomnianej wcześniej - czarnej pedagogiki. Mówi: “Nie ma dzieci, są ludzie”. Nie traktuje żydowskich sierot - istot stojących najniżej w hitlerowskiej tabeli “Mających prawo do życia” - odgórnie. Pozwala na rozwój poprzez motywowanie ich, by do niego dążyły. Możliwość zostania “sędzią” sprawia, że dziecko dokonuje autoanalizy, by dojrzeć do roli. Janusz Korczak czerpał autentyczną radość z opieki nad wychowankami. Nawet w warszawskim getcie całą swą uwagę skupił na nich; pomimo okrutnych realiów wojny, dążył do zapewnienia im jak najlepszych warunków życia. Korczak swym przykładem wniósł do pedagogiki wielki wkład. Tym samym wytyczył nowe ścieżki w edukowaniu dzieci. Choć zginął w Treblince w 1942 roku, nie była to dla niego klęska. Okazując swe zaufanie dzieciom, ocalił je duchowo. Ten fakt został podkreślony w czarno-białym filmie biograficzno-historycznym o doktorze - produkcja Andrzeja Wajdy kończy się sceną o metafizycznym charakterze.
    Rozwój ucznia jest możliwy dzięki zaangażowaniu autorytetu - nauczyciela. Mentor musi stanowić prawdziwy wzór dla podopiecznych, cechować się koherencją słów i czynów. Inaczej uczeń będzie skołowany - w jaki sposób zrozumie jak myśleć i rozważać? W sercu człowieka istnieje potrzeba poznawania, a edukacja ma pomóc ją rozwinąć. Nihilistyczne przyswajanie wiedzy akademickiej oznacza upadek szkolnictwa. Wszyscy powinniśmy wspólnymi siłami dążyć do tworzenia środowiska przyjaznego naszej duszy, by pewnego dnia móc zwrócić się do nauczyciela niczym Dante: “Ty Mistrzem moim, ty Wodzem, ty Panem”. Rozwinąć świat emocji, dostrzec otaczające go piękno w jego wielowymiarowości.
Urszula Cichańska klasa III d

Esej został napisany na ostatnim etapie Wojewódzkiego Konkursu Języka Polskiego. Poprzedziło go przeczytanie kilkunastu tekstów kultury oraz wiele tutoriali, które służyły doskonaleniu tworzenia eseju. Dziś publikujemy finałową pracę na temat edukacji. W kolejnych numerach pojawią się inne prace Urszuli.

niedziela, 4 grudnia 2016

List do Leonidasa

Po omówieniu komiksu "300" Franka Millera gimnazjaliści pisali list do Leonidasa. Mieli zaznaczyć w nim, które elementy spartańskiego wychowania warto byłoby przenieść do Polski i objąć nim gimnazjalistów.


 Satyria, 20.11.16
Leonidasie!
      Ślę do Ciebie ten list nie bez powodu. Jesteś człekiem światłym i z pewnością rychle pojmiesz mą rozpacz. 
   Chodzę do gimnazjum, przeto znam potrzeby tego typu przybytków. Należy w nich wprowadzić odrobinę spartańskiej dyscypliny. Jesteś królem Sparty, tedy znasz jej wagę dla dorastającej dziatwy. Gimnazjaliści są rozpieszczeni, przeto należałoby ich porządnie zbić. Byłaby to kara za nieposłuszeństwo. Za większe przewinienia wyrywano by paznokcie lub odcinano by kończyny. Nie możemy pozwolić sobie na słabość. Z pewnością zgodzisz się ze mną w tej sprawie. Wprowadzanie niezbędnych reform w gimnazjach jest niebywale trudne i przydałaby mi się pomoc doświadczonego człeka. Czy zechciałbyś mi dać kilka rad? Nauczyciele nie są pozytywnie nastawieni do ewentualnych zmian. Z pewnością człek taki jak Ty umiałby przemówić im do rozsądku.   
        Pomógłbyś staremu druhowi? 
 Twój przyjaciel
 Maximus Pogardus

niedziela, 23 października 2016

czwartek, 13 października 2016

Refleksyjnie

Wisława Szymborska  Dłoń

 Dwadzieścia siedem kości,
trzydzieści pięć mięśni,
około dwóch tysięcy komórek nerwowych
w każdej opuszce naszych pięciu palców.
To zupełnie wystarczy,
żeby napisać "Mein Kampf"
albo "Chatkę Puchatka".

czwartek, 7 lipca 2016

Lista lektur do WKJP 2016



Jest już spis lektur do Wojewódzkiego Konkursu Języka Polskiego w roku szkolnym 2016-2017. Zachęcam do czytania. Wczoraj pochłonęłam "Morta" Terry'ego Pratchetta. Ciekawa intelektualna rozrywka - warto wspomnieć, że bohaterem jest TEN Śmierć - antropomorficzna personifikacja (jak sam o sobie mówi). Polecam na lato.
http://www.ko.poznan.pl/pub/ftp/konkursy/konkursy_przedmiotowe/konkursy_2016-2017/JPG_lektury-propozycja.pdf

niedziela, 12 czerwca 2016

Ikar i Dedal - kolejna dobra praktyka uczennicy

Szczęście... jak je osiągnąć

Wiele odcieni szczęścia

Od niepamiętnych czasów ludzie na wiele różnych sposobów próbowali wytłumaczyć, czym jest szczęście. Epikurejczycy uważali, że człowiek szczęśliwy dąży do przyjemności, 
z kolei stoicy głosili, iż do wewnętrznego spokoju niezbędne jest stosowanie zasady złotego środka, która jest jedyną drogą do poczucia harmonii. Jak wiele różnych nurtów w filozofii, tak niezliczone są pomysły na dążenie do szczęścia...

Zarówno filozofowie, jak i każdy z nas z osobna, zadaje sobie pytanie, od którego nie można uciec - czym jest szczęście? Nasze odpowiedzi są bardzo różne. Jak zatem mogą brzmieć odpowiedzi...

P. Szymon Ryster: Szczęście to osiągnięcie takiego stanu, w którym to, co robimy, myślimy i mówimy, daje nam radość. Jednak nie jako każdy element z osobna, lecz jako całość.

P. Iwona Dobrzyńska: Szczęście to bardzo ciekawe zagadnienie, bliskie każdemu z nas, bo przecież każdy chyba może powiedzieć, że jest, był lub chce czuć się szczęśliwym.  Przedstawiciele jednej z dziedzin psychologii - psychologii pozytywnej wciąż podejmują próby odpowiedzenia na pytanie, czym jest szczęście. Najogólniej można powiedzieć, że jest to pewien stan, subiektywnie odczuwany, emocjonalnie lub poznawczo. Powstało kilka teorii i wiele badań na ten temat. Trudno je wszystkie przedstawić, więc odwołam się do dwóch.
seligman1.jpgProfesor Czapiński w swojej “cebulowej” teorii szczęścia podaje, że nasz dobrostan składa się z trzech warstw. Najgłębiej jest położona, nie do końca uświadomiona i zdeterminowana genetycznie, wola życia. Środek zajmuje ogólny dobrostan, który jest przez nas odczuwany subiektywnie. Zewnętrzną część określają nasze aktualne doświadczenia na różnych, cenionych przez nas płaszczyznach (np. relacje w rodzinie, z rówieśnikami). Polski psycholog w odniesieniu do swoich założeń badał jakość życia rodaków. Przedstawione wyniki brzmiały optymistycznie. ¾ Polaków określa siebie jako osoby szczęśliwe! Wnioski z tych badań potwierdziły doniesienia Martina E. P. Selligmana. A mianowicie osoby, które optymistycznie wyjaśniają sobie wszystkie wydarzenia, jakie ich w życiu spotykają, są zdrowsze, lepiej funkcjonują w społeczeństwie, lepiej realizują się na rynku pracy, lepiej zarabiają, dłużej żyją.
Najbardziej spektakularnymi badaniami w mojej opinii na temat dobrostanu psychicznego są  najdłuższe (trwały aż 75 lat!) badania przekrojowe nad rozwojem człowieka. Wyniki opublikowano całkiem niedawno, a rezultaty nie powinny chyba nikogo zaskoczyć. Amerykański psychiatra (G. Vaillant) naukowo potwierdził, że najważniejszym “składnikiem” zapewniającym długotrwałe szczęście i sukces, zadowolenie z życia jest po prostu ... miłość. Jako ciekawostkę dodam, że udział w tych badaniach brał były prezydent USA J. Kennedy.


Czym różni się szczęście od radości?

Sz.R.: Radość odczuwamy tylko przez chwilę, z kolei szczęście może trwać i dotyczy wielu aspektów, nie tylko jednego.
I.D: Szczęście i radość są emocjami, które są wywoływane przez doświadczenia ważne dla naszego funkcjonowania. Radość jest emocją podstawową zwykle o dużym natężeniu i trwa dość krótko. Z kolei szczęście jest to stan dłużej odczuwany i mniej intensywnie. Obie emocje naznaczają nasze doświadczenia jako ważne i pozytywne dla nas, pomagają nam je zapisać w pamięci, wpływają na nasze samopoczucie. Odczuwanie szczęścia wzmacnia w nas poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji, spełnienia.

Diogenes z Synopy, będący przedstawicielem cyników, uważał, że sposób na szczęście tkwił w ograniczeniu potrzeb do minimum. Według legendy, sam cenił tę zasadę do tego stopnia, że mieszkał w beczce. Czy zgadza się Pani z takimi poglądami? Jeżeli nie, co my powinniśmy robić, aby osiągnąć szczęście? Czy w ogóle istnieją jakieś konkretne sposoby?

Sz.R.: Dla każdego to będzie coś innego, nie można nikogo ograniczać.Tak samo jak nie mogę tego robić w stosunku do innej osoby, tak samo nie mogę wobec siebie. Każdy znajdzie inny sposób na szczęście. Jednak, cokolwiek je daje, nie może krzywdzić drugiej osoby.

I.D.: Myślę, że każdy ma swoją receptę na szczęście, różnimy się poglądami, priorytetami, rolami społecznymi, a co za tym idzie - wraz z wiekiem różnimy się doświadczeniem życiowym. Być może Diogenesowi do szczęścia wystarczyło mieszkanie w beczce, mi jest trudno sobie to wyobrazić :)  Amerykański psycholog żyjący w ubiegłym stuleciu Abraham Maslow uważał, że człowiek szczęśliwy to ten, który ma zaspokojone wszystkie swoje potrzeby, a mówił o pięciu rodzajach potrzeb, które ułożone są hierarchicznie, tzn. że dopiero, gdy zostaną zaspokojone potrzeby niższego rzędu, mogą być realizowane kolejne. Od potrzeb fizjologicznych (czyli jedzenie, odpoczynek, różne doznania zmysłowe), bezpieczeństwa (opieka, wsparcie, wolność od strachu np.o zabezpieczenie bytu), miłości i przynależności (tzw. potrzeby afiliacji, akceptacji), szacunku/uznania (dobry status społeczny, władza), aż do potrzeby samorealizacji (dążenie do samospełnienia, rozwoju).

Czy szczęście jest jedyną wartością, którą powinniśmy kierować się w życiu?

Sz.R.: Moim zdaniem nie. Ale może być dla nas swoistym kompasem wyznaczającym kierunek. Szczęście może nadawać sens temu, co robimy, motywować nas do kolejnych wysiłków w dążeniu do celu, dodawać codziennej energii do realizacji swoich zadań.

I.D.:  To chyba najtrudniejsze z dotychczasowych pytań. Trudno jest na nie odpowiedzieć, ponieważ nie dla każdego osiągnięcie szczęścia jest celem jedynym i najważniejszym w życiu. Z drugiej strony szczęście ma wiele twarzy. Dla jednej osoby szczęście oznacza dobrą rodzinę, dla kogoś innego -  świetną pracę, dla jeszcze innych -  zdrowie lub życie w zgodzie z wyznawanymi przez siebie wartościami, dla uczniów mogą to być np. świetne wyniki w nauce. Choć rożnie nazywamy to wszyscy dążymy w pewien sposób do tego by czuć się spełnionym, zadowolonym, po prostu szczęśliwym. Więc wydaje się, że szczęście jest ważną wartością w życiu.

O czyje szczęście powinnyśmy najpierw walczyć, swoje czy innych? Czy można odpowiedzieć na takie pytanie?

Sz.R.: Powinniśmy walczyć o swoje szczęście pod warunkiem, że nie zabieramy go komuś innemu.

I.D.: Naukowcy twierdzą, że odczuwanie szczęścia ma ogromny wpływ na funkcjonowanie człowieka. Prawdopodobnie niektórzy z nas rodzą się z umiejętnością pozytywnego spostrzegania świata bez względu na okoliczności, inni nabywają tę umiejętność w ciągu swojego życia poprzez naśladowanie innych osób, pracę nad sobą, swoim rozwojem. Jeszcze inni pozostają z negatywnym obrazem otaczającego ich świata po kres ich dni. Łatwiej  “zarazić” kogoś  radością, utrzymującą się dość krótko niż sprawić, by ktoś długo odczuwał stan szczęścia.
Można powiedzieć, że osoby, od których emanuje ciepło, dobro, radość, wewnętrzny spokój, “zarażają” innych swoim nastrojem, optymistycznym podejściem do życia. Powiedziałabym, że to działa na zasadzie sprzężenia zwrotnego i nie ma większego znaczenia, kto rozpocznie ten proces. Ważne jest, aby nasze szczęście było autentycznym stanem odczuwanym, a nie tylko deklaracją na zasadzie zaprzeczenia typu “jestem szczęśliwy, nie mam na co narzekać, zawsze może być gorzej”. Nie chcę powiedzieć, że osoby szczęśliwe widzą świat przez różowe okulary, ale szczerze doceniają to, co mają.

Czy człowiek, który dobrowolnie poświęcił własne dobro dla innych zawsze będzie z tego tytułu szczęśliwy?

Sz.R.: Chyba nie, bo przez to tracimy część siebie, próbując oddać coś komuś, próbując komuś zagwarantować szczęście kosztem swojego. To na pewno zostawi ślad na naszej psychice, moralności, nie kończy się dobrze.

I.D.: Człowiek, który poświęcił własne dobro dla innych z własnego wyboru, moim zdaniem, będzie szczęśliwy. Gdyby tak nie było stałby w sprzeczności z samym sobą. Podejmując decyzję o takim czy innym działaniu kierujemy się pewnymi motywami, czasami robiąc coś dla innych sami zaspakajamy swoje potrzeby np. afiliacji (czyli nawiązania i podtrzymania kontaktów z jakąś osobą czy grupą społeczną), przynależności. Dążymy do zachowania pewnej równowagi, więc nie możemy stać w sprzeczności w tym co robimy z własnej woli. Chrześcijanie mówią “więcej szczęścia jest w dawaniu, aniżeli w braniu” /Dz 20, 35b/ i coś w tym jest.    

Każdy z nas ma czasem gorszy dzień, czy moglibyśmy poprosić Państwa radę, co zrobić, aby w tej sytuacji  poprawić humor sobie i innym?

Sz.R.: Jest to całkowicie zależne od osoby. Są ludzie, którzy nie potrzebują niczyjego wsparcia, aby wrócić do normalnego stanu, ale są tacy, którzy muszą się zamknąć w sobie na dłuższą chwilę i przeżyć to samotnie. To też zależy od tego, co przeżywamy i co spowodowało nasze grosze samopoczucie. Czy to jest dzień „wstałem lewą nogą”, czy depresja? To wszystko ma znaczenie. Konkludując: to, czy możemy „wyrwać się” z „dołka”, zależy od tego, jakimi jesteśmy ludźmi i co przeżywamy.

I.D.: Myślę, że wiele osób ma swój sposób na poprawę humoru. To jest coś co wzbudza w nas pozytywne emocje, może to być przywołanie miłych lub zabawnych wspomnień, lub zjedzenie ulubionej potrawy, posłuchanie muzyki, która dobrze na nas wpływa, albo spędzenie czasu na łonie natury lub z bliskimi osobami, na które zawsze możemy liczyć. Świetnie w takich sytuacjach sprawdza się aktywność fizyczna.

Czy mają Państwo jeszcze jakąś wiedzę zarówno życiową jak i naukową, którą chciałaby Pani się z nami podzielić?

7m4w0tlj24y20.jpgSz.R.: I Bardzo trudno jest osiągnąć szczęście, jednak uważam, że każdy powinien do niego dążyć swoimi drogami. Nie patrzeć na to, że np. mojemu sąsiadowi szczęście dało to i to, dlatego jeżeli ja to sobie sprawię, to też będę szczęśliwy. To jest coś bardzo indywidualnego i nie da się stwierdzić, że jeżeli coś komuś przyniosło szczęście, to mi też przyniesie.

I.D.: Tak. Z tego miejsca chciałabym zaprosić wszystkich do zapoznania się z książką “Optymizmu można się nauczyć” wspomnianego już wcześniej M. Selligmana. Można znaleźć tam praktyczne wskazówki. Wystarczy zastosować! Życzę powodzenia.

Wywiad przygotowała i przeprowadziła Urszula Cichańska

Wywiad stanowi jedno z działań w ramach projektu edukacyjnego “Jak sprawić, aby świat obok Ciebie był piękniejszy?”.